Najczęstsze mity o tantrze bez uproszczeń

mity o tantrze

Wokół tantry narosło mnóstwo uproszczeń. Część z nich wynika z powierzchownego przedstawiania dawnych tradycji, część z utożsamiania tantry z neotantrą, a część po prostu z języka marketingowego, który przez lata zrobił swoje.

No dobrze, to zacznijmy od najważniejszej rzeczy. Tantra i neotantra to nie jest to samo. Tantra jest wielowiekowym zjawiskiem "religijnym" (nie jest religią! ale ma dużo cech wspólnych) i duchowym, rozwijającym się przede wszystkim w tradycjach hinduistycznych i buddyjskich. Neotantra jest natomiast zjawiskiem współczesnym. Powstała na Zachodzie i połączyła wybrane inspiracje tantryczne z nowoczesną duchowością, psychologią, rozwojem osobistym i pracą z ciałem. Czyli trochę jakbyśmy wzięli butelkę szampana, "moczyli" nowy samochód, i nazywali to neochrześciaństwem - zbyt mało wspólnego, aby miało cokolwiek naprawdę wspólnego z dawną tradycją.

Masaż tantryczny należy właśnie do tego współczesnego obszaru. Zaczął rozwijać się w drugiej połowie XX wieku, szczególnie od lat 70. Nie jest starożytną praktyką tantryczną i dla mnie ważne jest, żeby mówić o tym wprost. To część mojej misji, część misji Świątyni Anahata Tantra.

To, że jakaś praktyka jest współczesna, nie oznacza, że jest mniej wartościowa. Problem zaczyna się dopiero wtedy, kiedy współczesnym metodom dopisuje się historię, której po prostu nie mają. W Anahata Tantra Temple chcemy mówić o tym uczciwie.

Mit 1: tantra to praktyka seksualna

To chyba mit, z którym spotykam się najczęściej. Wiele osób trafia do nas z przekonaniem, że tantra oznacza przede wszystkim seksualność, pracę z seksualnością albo jakąś bardziej duchową wersję erotyki. A wielu utożsamia z Kamasutrą.

I dobra, rozumiem, skąd to się bierze. Jeżeli ktoś wpisze dziś w wyszukiwarkę słowo „tantra”, bardzo szybko trafi na treści dotyczące relacji, seksualności, masaży czy tak zwanej energii seksualnej, a jeszcze gorzej z masażami erotycznymi - strony internetowe, na których są kobiety odwrócone plecami, żeby były nierozpoznawalne. Tylko że tutaj trzeba powiedzieć jasno: to nie jest obraz historycznej tantry.

Historyczna tantra nie była systemem skoncentrowanym na seksualności. Obejmowała różne tradycje religijne i duchowe, w których ważne miejsce zajmowały między innymi inicjacje, mantry, rytuały, medytacja, wizualizacje, praktyki związane z bóstwami, przekaz nauczycielski i dyscyplina wewnętrzna.

Tak, w niektórych historycznych nurtach pojawiały się symbole lub praktyki związane z seksualnością. Ale to nie oznacza, że cała tantra była „o seksie”. Silne połączenie tantry z seksualnością, które znamy dziś na Zachodzie, jest związane przede wszystkim z neotantrą. Większość nauczycieli masażu tantrycznego na świecie, myśli że masaż tantryczny to tantra 🙁

Dla mnie jest to jedno z najważniejszych rozróżnień w całej tej dyskusji. Jeżeli wszystko, co współczesne i neotantryczne, nazywamy po prostu tantrą, zaczynamy tworzyć fałszywy obraz tradycji, która ma znacznie szerszy i głębszy kontekst.

Dotyczy to również masażu tantrycznego. Masaż tantryczny jest współczesną praktyką neotantryczną rozwijaną od lat 70. XX wieku. Nie jest starożytnym rytuałem przekazywanym przez tysiące lat.

Może natomiast być formą świadomej pracy z ciałem, oddechem, napięciem, obecnością i własnymi odczuciami. Nie jest usługą seksualną i nie powinien być przedstawiany jako sposób osiągania seksualnej satysfakcji.

Często widzę, jak dużo napięcia znika w momencie, kiedy człowiek po prostu dostaje jasną informację, czym ta praktyka jest i czym nie jest. I dla mnie właśnie taka przejrzystość jest bardzo ważna.

Mit 2: istnieje jedna tantra i jedna właściwa definicja

No dobrze, kolejna rzecz. Często słyszymy zdania typu: „Tantra mówi, że...”, „W tantrze robi się...” albo „Według tantry człowiek powinien...”. I tutaj zawsze mam ochotę zapytać: ale o jakiej tantrze właściwie mówimy?

Nie istnieje jedna, jednolita tantra. Pod nazwą „tantra” kryje się wiele szkół, tradycji, tekstów i okresów historycznych. Różniły się one między innymi sposobem rozumienia rytuału, teologią, praktykami, językiem, podejściem do ciała czy rolą nauczyciela i inicjacji.

Nie da się uczciwie zamknąć tego wszystkiego w jednym zdaniu. Dlatego osobiście zachowuję dużą ostrożność, kiedy ktoś przedstawia tantrę jako jeden spójny system mający jedną odpowiedź na każde pytanie.

Dobra, to jakie pytania warto zadawać? Z jakiej tradycji pochodzi dana praktyka? Z jakiego okresu? Czy rzeczywiście występuje w historycznej tantrze, czy jest współczesną interpretacją? Czy może należy już do neotantry? I czy osoba, która o niej mówi, potrafi odróżnić inspirację tradycją od twierdzenia, że dana metoda rzeczywiście z tej tradycji pochodzi?

Często spotykam osoby, które wcześniej uczestniczyły w różnych warsztatach i dopiero później dowiadują się, że część praktyk przedstawianych im jako „starożytna tantra” powstała stosunkowo niedawno. I znowu, nie chodzi mi o to, żeby takie praktyki deprecjonować.

Jeżeli coś działa dla człowieka jako forma świadomej pracy ze sobą, może mieć swoją wartość. Tylko nazwijmy rzeczy po imieniu. Jeżeli coś jest współczesne, powiedzmy, że jest współczesne. Jeżeli coś jest inspirowane tantrą, powiedzmy, że jest inspirowane tantrą. Nie trzeba dorabiać do tego historii o tysiącach lat nieprzerwanego przekazu, jeśli takich źródeł po prostu nie ma.

Żeby nie było. Tantra jest jedna, to są Tantry, które powstały od nauk Buddy Śakjamuniego. Potem rozwinęły się różne tradycje i linie przekazu, ale istota jest i powinna być taka sama. Często coś co wygląda na tradycją, jest kosmicznym zniekształceniem Dharmy.

Mit 3: rytuał jest dekoracją albo formą magii na życzenie

Rytuał potrafi budzić skrajne reakcje. Dla jednej osoby będzie czymś sztucznym, teatralnym albo niepotrzebnym. Dla innej stanie się niemal magicznym narzędziem, które ma coś „odblokować”, „oczyścić”, „przyciągnąć” albo natychmiast zmienić życie.

No i tutaj, moim zdaniem, obie strony trochę gubią istotę sprawy. Ja patrzę na rytuał bardziej praktycznie. Dobrze poprowadzony rytuał może tworzyć ramę dla doświadczenia, pomóc zatrzymać się, odłożyć codzienny pośpiech, skierować uwagę do wewnątrz oraz zaznaczyć początek i zakończenie praktyki.

Nie musi wydarzyć się nic spektakularnego. Czasami ludzie mówią mi po spotkaniu, że najważniejsze było właśnie to, że mogli na chwilę zwolnić. Bez telefonu, bez zadania do wykonania, bez bycia pracownikiem, rodzicem, partnerem czy osobą, od której cały czas ktoś czegoś oczekuje.

Po prostu mogli pobyć ze sobą. Dla mnie właśnie tutaj może znajdować się wartość rytuału, a nie w obietnicy magii.

Rytuał nie daje kontroli nad drugim człowiekiem, nie naprawia automatycznie relacji i nie podejmuje za nas decyzji. Nie zastępuje leczenia, psychoterapii czy uczciwej rozmowy. Powiedzmy to wprost: duchowość nie musi obiecywać cudów, żeby być wartościowa.

Mit 4: dobry przewodnik duchowy nie potrzebuje pytań ani granic

Tutaj robi się naprawdę ważnie. Osoba prowadząca praktykę nie powinna wymagać bezwarunkowego zaufania. Możesz pytać, możesz czegoś nie rozumieć, możesz powiedzieć, że coś ci nie odpowiada, możesz powiedzieć „nie”, możesz zmienić zdanie i możesz zatrzymać praktykę.

Dla mnie to są absolutne podstawy. Świadoma zgoda nie jest jednorazowym pytaniem na początku sesji. To proces, który trwa przez całe spotkanie, szczególnie wtedy, kiedy pojawia się dotyk.

Często słyszę od osób, że wcześniej miały doświadczenia, w których trudno było im powiedzieć, że czegoś nie chcą. Bały się, że zostaną uznane za zamknięte, przestraszone albo za osoby, które „mają blokadę”.

No i nie. Takie podejście jest dla mnie nie do przyjęcia. Duchowego języka nie powinno się używać do obchodzenia czyichś granic.

Jeżeli ktoś mówi „nie”, to znaczy „nie”. To nie jest „opór, który trzeba przełamać”, „ego, które się broni” ani „blokada energetyczna”. Naprawdę nie trzeba dopisywać do tego żadnej wielkiej filozofii.

Czasami największą ulgę przynosi człowiekowi jedno proste zdanie: „Nie musisz niczego robić”. Z mojego doświadczenia właśnie taka prostota potrafi mieć ogromne znaczenie.

Dla osoby, która przez lata spełniała oczekiwania innych, możliwość pozostania przy swoim „tak” i swoim „nie” może być ważniejsza niż najbardziej efektowna technika. I to właśnie może być uzdrawiające.

Mit 5: im intensywniejsze doświadczenie, tym głębsza przemiana

To jest kolejny temat, z którym bardzo często się spotykam. Ludzie czasami przychodzą z przekonaniem, że coś ważnego musi być intensywne. Musi być płacz, drżenie, jakieś wielkie „wow” albo poczucie przełomu.

A jeżeli człowiek po prostu leży, oddycha i czuje spokój, może uznać, że „chyba nic się nie wydarzyło”. No właśnie niekoniecznie. Nie wszystko, co wartościowe, musi być spektakularne.

Podczas pracy z ciałem może pojawić się uwolnienie emocjonalne. Ktoś może poczuć wzruszenie, smutek, ulgę albo nagle zauważyć emocję, której wcześniej nie dopuszczał do świadomości.

Czasami słyszę po sesji: „Nie wiem, dlaczego zacząłem płakać” albo „Myślałam, że po prostu odpocznę, a nagle przyszło ogromne wzruszenie”. Takie rzeczy mogą się wydarzyć.

Ale dla mnie ważne jest jedno: nie trzeba tego wywoływać. Nie trzeba doprowadzać człowieka do płaczu, szukać „przełomu” ani udowadniać, że sesja była głęboka.

Czasami najważniejszym doświadczeniem jest spokój. Czasami zauważenie oddechu albo poczucie ciężaru własnego ciała. A czasami bardzo prosta myśl: „Tutaj czuję się dobrze, a tutaj już nie”.

I wiecie co? To też może być bardzo ważne. W pracy z ciałem mniej naprawdę czasem oznacza więcej: więcej czasu, więcej oddechu, więcej kontaktu ze sobą i więcej możliwości zauważenia własnych granic.

Mit 6: masaż tantryczny musi zawierać element seksualny

No dobrze, dochodzimy do mitu, który chyba budzi najwięcej nieporozumień. Nie, masaż tantryczny nie musi zawierać elementu seksualnego i w naszym podejściu nie jest to jego cel.

Masaż tantryczny jest współczesną praktyką neotantryczną rozwijaną od lat 70. XX wieku. Nie jest częścią historycznej tantry. Mówię o tym tak wyraźnie, ponieważ pod nazwą „masaż tantryczny” można dzisiaj znaleźć bardzo różne rzeczy i to właśnie powoduje ogromne zamieszanie.

Jedna osoba przychodzi z oczekiwaniem erotycznym. Druga boi się, że będzie musiała robić coś, czego nie chce. Trzecia tak naprawdę nie wie, czego się spodziewać. Dlatego dla mnie kluczowa jest przejrzystość.

Osoba przychodząca na sesję powinna wiedzieć, jaki jest jej charakter, jak wygląda przebieg, jakie są zasady, jak wygląda kwestia dotyku, czego sesja nie obejmuje i w jaki sposób można zakomunikować dyskomfort albo zatrzymać praktykę.

Dobra, to co właściwie zostaje, kiedy odejmiemy całą tę warstwę erotycznych wyobrażeń? Bardzo dużo. Zostaje oddech, dotyk, kontakt z ciałem, zauważanie napięcia, relaksacja, obecność, granice i emocje.

Zostaje też możliwość doświadczenia dotyku bez oczekiwania, że trzeba coś w zamian zrobić albo jakoś zareagować. I właśnie takie rzeczy najczęściej słyszę od ludzi po sesjach.

Ktoś mówi: „Pierwszy raz od dawna naprawdę odpocząłem”. Ktoś inny: „Nie wiedziałam, że mam aż tyle napięcia w ciele”. Ktoś zauważa wzruszenie, ktoś czuje ulgę, a ktoś po prostu mówi, że było mu dobrze z tym, że przez chwilę nie musiał niczego udowadniać.

I dla mnie to jest bardzo ważne. Świadomy dotyk nie potrzebuje erotyzacji, żeby być znaczącym doświadczeniem.

Jednocześnie trzeba zachować uczciwość. Masaż tantryczny nie jest psychoterapią i nie jest leczeniem. Nie zastępuje pomocy lekarza, psychologa, psychiatry czy fizjoterapeuty, kiedy taka pomoc jest potrzebna. I podczas tego masażu może się pojawić przyjemność fizyczna.

Może być natomiast doświadczeniem wspierającym uważność, odpoczynek, kontakt z własnym ciałem i zauważanie emocji. I moim zdaniem to już jest wystarczająco dużo. Nie trzeba obiecywać więcej.

Mit 7: tantra zwalnia z odpowiedzialności za codzienne życie

Na koniec coś, co jest dla mnie osobiście bardzo ważne. Duchowe słownictwo potrafi być piękne, ale problem zaczyna się wtedy, kiedy zaczynamy nim zastępować rzeczywistość.

Łatwo powiedzieć: „Nasze energie się rozeszły”. Trudniej powiedzieć: „Zachowałem się źle i chcę za to przeprosić”. Łatwo powiedzieć: „Mam blokadę”. Trudniej powiedzieć: „Boję się”.

Łatwo też mówić o „wyższej świadomości”. Znacznie trudniej czasami wysłuchać drugiego człowieka, kiedy mówi coś, czego nie chcemy usłyszeć.

No i właśnie tutaj, według mnie, zaczyna się prawdziwy test każdej praktyki duchowej. Nie w tym, jak ktoś mówi podczas warsztatu, ile zna pojęć albo jak pięknie opowiada o energii. Tylko w zwykłym życiu.

Jak traktuje ludzi? Czy szanuje czyjeś „nie”? Czy potrafi przeprosić? Czy potrafi powiedzieć „nie wiem”? Czy szanuje swoje granice i granice innych? Czy potrafi poprosić o pomoc i przyjąć odpowiedzialność za własne zachowanie?

Szczególnie ostrożny jestem wobec sytuacji, w których duchowe pojęcia służą do unieważniania czyjejś krytyki albo dyskomfortu. Jeżeli ktoś mówi, że coś mu nie odpowiada, odpowiedzią nie powinno być: „Twoje ego się broni”, „Nie jesteś jeszcze gotowy”, „Musisz bardziej zaufać procesowi” albo „Masz blokadę”.

Dobra, zatrzymajmy się tutaj. Bo jeżeli praktyka duchowa uczy człowieka ignorowania własnych granic albo granic innych osób, to naprawdę warto zadać pytanie, dokąd właściwie ta praktyka prowadzi.

Dla mnie szacunek, etyka i odpowiedzialność mówią o człowieku znacznie więcej niż najbardziej efektowne deklaracje o świadomości czy duchowym rozwoju. I chyba właśnie to jest najważniejsza rzecz, którą chciałbym zostawić na koniec. I to właśnie jest najbardziej zgodnie z tantrą tradycyjną.

Nie interesuje mnie tantra jako piękna opowieść oderwana od życia. Nie interesuje mnie również neotantra oparta na wielkich obietnicach, przekraczaniu granic albo tworzeniu wokół osoby prowadzącej atmosfery nieomylności.

Bliższa jest mi praktyka, która pomaga człowiekowi zatrzymać się i trochę lepiej siebie usłyszeć. Zauważyć ciało, emocje, własne „tak” i własne „nie”, a przy okazji może po prostu być trochę bardziej obecnym w swoim życiu.

Dlatego po spotkaniu nie trzeba zadawać sobie pytania: „Czy przeżyłem coś wystarczająco niezwykłego?”. Może lepiej zapytać: czy jestem teraz trochę bardziej w kontakcie ze sobą? Czy łatwiej zauważam swoje ciało, emocje i granice? Czy ta praktyka pomaga mi być bardziej obecnym i bardziej odpowiedzialnym wobec siebie oraz innych?

Jeżeli odpowiedź może pojawić się spokojnie, bez presji i bez dopasowywania się do cudzej wizji tego, co „powinno” się wydarzyć, to właśnie tam widzę prawdziwą wartość.

Brak głosów
Please wait...

Wspieraj misję

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie pomocny lub doświadczyłaś/eś korzyści płynących z masażu w swoim życiu, rozważ przekazanie darowizny. Twoje wsparcie pomaga nam kontynuować naszą misję szerzenia dobrostanu i dzielenia się wartościową wiedzą z innymi.

Donate Now

NIe ma jeszcze komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *