Medytacja czy ucieczka? Kiedy duchowość pomaga spotkać się ze sobą, a kiedy pozwala siebie omijać

Medytacja nie zawsze prowadzi nas bliżej siebie

Medytacja kojarzy się zwykle z pogłębianiem świadomości, odzyskiwaniem wewnętrznej równowagi oraz nawiązywaniem bardziej autentycznego kontaktu ze sobą. Kojarzy się również z doświadczeniem spokoju, ciszy, czy wyższych stanów świadomości mających być zwieńczeniem wysiłku i uzyskanego wglądu. Dlatego rzadko przyglądamy się jej jako praktyce, która — pomimo całego przypisywanego jej potencjału rozwojowego — może również wzmacniać istniejące mechanizmy unikania, dostarczając im przy tym szczególnie przekonującego — duchowego — uzasadnienia. Właśnie w takich sytuacjach ucieczka w duchowość może pozostawać niezauważona, ponieważ przybiera formę praktyki powszechnie kojarzonej z rozwojem i pogłębianiem świadomości.

To, co z zewnątrz wygląda jak spokój, nieprzywiązywanie się, akceptacja rzeczywistości czy przekraczanie ego, nie zawsze oznacza bowiem, że człowiek rzeczywiście spotkał się z własnymi emocjami, rozpoznał znaczenie swoich potrzeb, wziął odpowiedzialność za podejmowane działania albo skonfrontował się z tym, co wydarza się w jego relacjach i najbliższym otoczeniu. Niekiedy oznacza jedynie, że nauczył się odsuwać te treści w sposób bardziej subtelny, społecznie akceptowany i trudniejszy do zakwestionowania. Duchowość może wówczas przestać być przestrzenią otwierania się na rzeczywistość w całej jej złożoności, a zacząć służyć budowaniu jej wyobrażonej, starannie oczyszczonej wersji, w której jest miejsce na harmonię, światło, wdzięczność i ‘’wysokie wibracje’’, lecz coraz mniej miejsca pozostaje na złość, lęk, konflikt, bezradność, odpowiedzialność czy po prostu zwyczajność oraz takie części ludzkiego doświadczenia, które nie pasują do obrazu osoby rozwiniętej duchowo.

Granica między medytacją, która pomaga człowiekowi pełniej uczestniczyć we własnym życiu, a medytacją, która pozwala się z niego stopniowo wycofywać, nie zawsze jest łatwa do zauważenia, ponieważ obie mogą przynosić ulgę, poczucie dystansu i doświadczenie wewnętrznej ciszy. Różnica ujawnia się dopiero wtedy, gdy pytamy nie tylko o to, co czujemy podczas praktyki, lecz także o to, do jakiego sposobu życia i do bycia jaką osobą ta praktyka nas prowadzi.

Ucieczka w duchowość, czyli duchowy bypassing

Zjawisko wykorzystywania duchowych przekonań i praktyk do omijania nierozwiązanych problemów emocjonalnych, psychologicznych zranień oraz tych obszarów rozwoju, które wymagają rzeczywistego zaangażowania, zostało określone przez psychoterapeutę i nauczyciela buddyzmu Johna Welwooda mianem spiritual bypassing. Termin ten, tłumaczony niekiedy jako duchowe omijanie lub duchowy bypassing, opisuje sytuację, w której duchowość nie prowadzi do pełniejszego kontaktu ze sobą i rzeczywistością, lecz pozwala ominąć to, co bolesne, niejednoznaczne, niewygodne albo trudne do pogodzenia z wyobrażeniem o własnym rozwoju.

Ucieczka w duchowość nie musi przy tym oznaczać, że sama praktyka jest pozorna, nieszczera albo pozbawiona wartości, ponieważ człowiek może rzeczywiście medytować, doświadczać wyciszenia, poszerzonych stanów świadomości czy głębokich wglądów, a jednocześnie wykorzystywać te doświadczenia do podtrzymywania mechanizmów, których sam nie potrafi jeszcze rozpoznać. Duchowy bypassing rzadko przyjmuje bowiem oczywistą postać świadomego zaprzeczania własnym problemom; znacznie częściej ukrywa się w sposobie interpretowania doświadczenia, w którym cierpienie zostaje natychmiast nazwane lekcją, złość — przejawem ego, potrzeba ochrony własnych granic — brakiem akceptacji czy otwartości, a konieczność podjęcia działania — niedostatecznym zaufaniem do naturalnego biegu zdarzeń.

Nie chodzi więc o przeciwstawianie duchowości psychologii ani o podważanie rozwojowej wartości medytacji, lecz o dostrzeżenie, że praktyka duchowa nie funkcjonuje w oderwaniu od naszej psychiki. Dlatego może zarówno służyć stopniowemu poznawaniu i integrowaniu własnego doświadczenia, jak i pomagać nam omijać te jego obszary, z którymi nie jesteśmy jeszcze gotowi (lub chętni) się spotkać. To samo pojęcie, ćwiczenie czy doświadczenie może zatem otwierać człowieka na prawdę o sobie albo pomagać mu jej nie dopuścić, a rozróżnienie tych dwóch funkcji okazuje się szczególnie trudne wtedy, gdy unikanie nie przypomina już ucieczki, lecz przyjmuje formę spokoju, akceptacji, nieprzywiązywania się i pozornej duchowej dojrzałości.

Kiedy medytacja ma rozwiązać życie za nas

Jedną z form ucieczki w duchowość jest oczekiwanie, że medytacja sama rozwiąże problemy, które powstały w naszym życiu, mimo że ich rzeczywista zmiana wymaga naszego świadomego udziału, podjęcia określonych decyzji oraz przełożenia zdobytego wglądu na sposób, w jaki funkcjonujemy poza praktyką. Możemy dzięki niej lepiej rozumieć źródła własnych reakcji, rozpoznawać powtarzające się schematy i z większego dystansu obserwować towarzyszące nam emocje.

Jednak samo dostrzeżenie mechanizmu nie jest jeszcze jego przemianą. Podobnie jak doświadczenie wewnętrznego spokoju nie oznacza, że potrafimy tworzyć go w codziennym życiu — szczególnie wówczas, gdy zostają naruszone nasze potrzeby, pojawia się konflikt albo relacja wymaga od nas jasnego wyrażenia własnego stanowiska czy działania.

Wgląd może wręcz zacząć zastępować właściwe działanie, jeśli kolejne obserwacje dotyczące siebie dają nam poczucie, że nieustannie wykonujemy głęboką pracę wewnętrzną, mimo że wiedza ta nie prowadzi do zmiany podejmowanych wyborów, sposobu komunikowania się z innymi ani warunków, w których żyjemy. Medytacja staje się wówczas bezpieczniejszym światem, do którego można wycofać się z nieprzewidywalności relacji i codzienności, ponieważ znacznie łatwiej jest obserwować własną złość w ciszy niż wypowiedzieć trudne słowa, ustanowić granicę lub przyjąć konsekwencje swojej decyzji. Łatwiej również powracać do doświadczenia harmonii niż przyjrzeć się temu, dlaczego po zakończeniu praktyki tak szybko ją tracimy i co musiałoby zmienić się w naszym funkcjonowaniu, aby spokój nie pozostawał wyłącznie stanem osiąganym na poduszce medytacyjnej.

Szczególnie trudna do rozpoznania sytuacja powstaje wtedy, gdy wraz z kolejnymi doświadczeniami budujemy tożsamość osoby świadomej, uduchowionej i rozwiniętej, która stopniowo zaczyna przesłaniać realny sposób, w jaki traktujemy siebie oraz innych ludzi. Możemy coraz trafniej opowiadać o obecności, współczuciu, wolności od ego i przekraczaniu własnych ograniczeń, a jednocześnie nadal unikać odpowiedzialności, powtarzać te same zachowania i pozostawać niedostępnymi w najbliższych relacjach. W moim rozumieniu medytacja nie wykonuje pracy za człowieka, lecz może stworzyć przestrzeń, w której staje się ona możliwa — o ile wgląd nie kończy się wraz z praktyką, lecz powraca z nami do rzeczywistości i znajduje odzwierciedlenie w tym, jak żyjemy.

Medytacja jako separacja od siebie i rzeczywistości

Medytacja może stać się formą unikania również wtedy, gdy zamiast pogłębiać kontakt z tym, co rzeczywiście wydarza się w naszym wnętrzu, zaczyna służyć stopniowemu oddalaniu się od emocji, potrzeb, konfliktów i napięć, których obecność zakłóca pożądany obraz wewnętrznej harmonii. Obserwowanie doświadczenia z dystansu, będące istotnym elementem wielu praktyk medytacyjnych, nie musi oznaczać jego odrzucenia, jednak może przeobrazić się w separację, jeśli przestajemy rozpoznawać znaczenie tego, co czujemy, a pojawiające się treści traktujemy wyłącznie jako przemijające zjawiska, które należy zauważyć i pozwolić im odejść. Emocja może przeminąć, lecz sytuacja, z której powstała, nadal może wymagać naszej uwagi, Uspokojenie złości nie zmienia przecież faktu, że została przekroczona nasza granica, podobnie jak wyciszenie strachu nie rozwiązuje problemu, przed którym ten strach próbuje nas ostrzec.

Separacja może obejmować nie tylko własne przeżycia, ale również rzeczywistość relacji i najbliższego otoczenia, szczególnie wtedy, gdy wewnętrzny spokój zaczynamy traktować jako wartość ważniejszą od autentycznego uczestniczenia w tym, co dzieje się pomiędzy nami a innymi ludźmi. Możemy wówczas unikać rozmów, które mogłyby zachwiać osiągniętą równowagą, wycofywać się z konfliktów wymagających zajęcia konkretnego stanowiska albo obserwować powtarzające się trudności z bezpiecznego dystansu, nie dopuszczając do siebie, że samo zachowanie spokoju nie zawsze jest najbardziej adekwatną odpowiedzią na sytuację. Niekiedy dojrzalszą formą obecności okazuje się bowiem gotowość do wejścia w napięcie, nazwania krzywdy, uznania własnego udziału w problemie albo pozostania w rozmowie, która nie oferuje natychmiastowej ulgi.

Praktyka duchowa nie powinna zatem tworzyć odciętej enklawy, w której możemy schronić się przed zmiennością, nieprzewidywalnością i wymaganiami codziennego życia, lecz rozwijać zdolność powracania do rzeczywistości z większą uważnością oraz szerszym zakresem możliwych odpowiedzi. Jeżeli medytacja nie wspiera nas w coraz pełniejszym kontakcie z tym, co istnieje — zarówno wewnątrz nas, jak i w relacjach oraz okolicznościach, w których żyjemy — lecz pomaga zachowywać pozorną równowagę poprzez ograniczanie tego kontaktu, może stopniowo przestawać być praktyką adaptacji do rzeczywistości, a stawać się sposobem na jej opuszczanie.

Kiedy zamiast prawdy szukamy przyjemnego doświadczenia

Jednym z najsubtelniejszych sposobów, w jaki medytacja może stać się ucieczką, jest przywiązanie do określonych stanów świadomości i stopniowe utożsamienie ich z tym, do czego praktyka powinna nas prowadzić. Spokój, cisza, poczucie jedności, błogość czy doświadczenie przekroczenia własnych granic mogą być wartościowymi i głęboko poruszającymi elementami medytacji, jednak nie muszą świadczyć o tym, że nawiązaliśmy bardziej autentyczny kontakt ze sobą ani że staliśmy się gotowi zobaczyć własne życie w sposób mniej zniekształcony. Jeżeli zaczynamy oceniać jakość praktyki wyłącznie na podstawie intensywności przyjemnych doświadczeń, możemy nieświadomie przestać poszukiwać prawdy, a zacząć poszukiwać stanu, który pozwoli nam choć na chwilę zastąpić rzeczywistość jej bardziej harmonijną i łatwiejszą do przyjęcia wersją.

Doświadczenie medytacyjne, które kiedyś pojawiło się spontanicznie, może wówczas stać się wzorcem, do którego próbujemy powracać. Zamiast pozostawać otwartymi na obecną chwilę, zaczynamy porównywać ją z wcześniejszym doświadczeniem ciszy, lekkości albo ekstazy, a wszystko, co od niego odbiega — niepokój, rozproszenie, smutek, zmęczenie czy zwyczajny brak szczególnych doznań — uznajemy za mniej wartościowe, niedostatecznie duchowe albo świadczące o zahamowaniu rozwoju. Praktyka, która miała uwalniać od przywiązania, sama może w ten sposób stać się przestrzenią szczególnie silnego przywiązania: nie tyle do przedmiotów czy zewnętrznych osiągnięć, ile do pożądanego obrazu własnego stanu wewnętrznego.

W tym kontekście idealnie tłumaczy to  perspektywa zen, która nie obiecuje rzeczywistości pozbawionej bólu, zmienności i sprzeczności, lecz kieruje uwagę ku temu, co istnieje, zanim zdążymy podzielić doświadczenie na pożądane i niepożądane, duchowe i zwyczajne, świadczące o rozwoju i wymagające natychmiastowego przekroczenia. Życie obejmuje zarówno zdrowie, jak i chorobę, bliskość i utratę, radość i cierpienie, a praktyka otwartości nie polega na usunięciu jednej strony tego doświadczenia, aby pozostawić wyłącznie drugą, lecz na rozwijaniu zdolności spotkania rzeczywistości w całej jej zmienności. W takim rozumieniu medytacja nie jest poszukiwaniem przyjemności ani próbą wytworzenia trwałej harmonii. Jest przede wszystkim poszukiwaniem prawdy, również wtedy, gdy aktualnego prawda okazuje się daleka od tego, co chcielibyśmy w sobie odnaleźć.

Gdy duchowy język unieważnia emocje, potrzeby i granice

Duchowy bypassing nie zawsze polega na bezpośrednim zaprzeczaniu własnym emocjom, ponieważ znacznie częściej dokonuje się poprzez zmianę języka, za pomocą którego zaczynamy je rozumieć i oceniać. Smutek, złość, lęk czy rozczarowanie mogą zostać określone jako „niska wibracja”, brak zaufania do wszechświata, nadmierne przywiązanie albo przejaw ego, które należałoby przekroczyć, zamiast potraktować je jako elementy doświadczenia niosące określoną informację o tym, co dzieje się w nas oraz pomiędzy nami a otaczającą rzeczywistością. Emocje, które nie pasują do wyobrażenia wewnętrznej harmonii, nie znikają jednak tylko dlatego, że nadaliśmy im duchowe wyjaśnienie; możemy jedynie utracić zdolność rozpoznawania ich znaczenia, a wraz z nią dostęp do wiedzy o własnych zranieniach, potrzebach, przekroczonych granicach i sytuacjach, które wymagają naszej reakcji.

Podobny mechanizm pojawia się wtedy, gdy potrzeby i granice zaczynamy postrzegać jako coś nieduchowego, egoistycznego albo świadczącego o niedostatecznej gotowości do miłości i akceptacji. Osoba identyfikująca się z obrazem człowieka świadomego może próbować przyjmować wszystko bez sprzeciwu, rezygnować z ochrony własnej przestrzeni i pozostawać otwarta nawet w sytuacjach, w których doświadcza krzywdy — ponieważ wyrażenie złości, odmowa albo odejście wydają się jej zaprzeczeniem duchowych wartości. W ten sposób akceptacja, która mogłaby oznaczać świadome uznanie rzeczywistości taką, jaka jest, zostaje pomylona z bierną zgodą na wszystko, natomiast odpuszczenie — zamiast być procesem następującym po dostrzeżeniu i przeżyciu tego, co się wydarzyło — staje się sposobem na uniknięcie konfliktu, odpowiedzialności albo konieczności podjęcia niewygodnej decyzji.

Szczególnie zwodnicza okazuje się przy tym obecna w części współczesnej duchowości presja, aby wybierać miłość i akceptację, zachowywać wysokie wibracje i nie zasilać uwagą tego, co trudne, ponieważ pod językiem pozornego otwarcia może ukrywać się bardzo wąski zakres doświadczeń, na które człowiek rzeczywiście daje sobie zgodę. Szczególnie ważne wydaje mi się, aby dojrzałości duchowej nie utożsamiać z koniecznością usunięcia złości, smutku, lęku czy potrzeby ochrony własnych granic, lecz z rozwijaniem takiej relacji z nimi, w której nie musimy ani działać pod ich nieświadomym wpływem, ani odbierać im prawa do istnienia. Duchowość, która pozwala spotkać się ze sobą, nie dzieli bowiem człowieka na części wystarczająco jasne, spokojne i rozwinięte, aby mogły zostać zaakceptowane, oraz te, które powinny zostać jak najszybciej przekroczone. Tworzy ona przestrzeń zdolną pomieścić również to, co nie odpowiada naszym indywidualnym i zbiorowym wyobrażeniom o tym, jacy „powinniśmy być”. 

Duchowość nie zwalnia nas z odpowiedzialności

Doświadczenie wewnętrznej wolności, nawet jeśli jest autentyczne i głęboko zmienia sposób, w jaki człowiek postrzega siebie, nie przenosi go poza rzeczywistość wzajemnych zależności ani nie sprawia, że podejmowane przez niego działania przestają wywoływać konsekwencje. Możemy rozwijać dystans wobec społecznych oczekiwań, własnych schematów i utrwalonego obrazu siebie, jednak wolność rozumiana wyłącznie jako możliwość podążania za indywidualnym doświadczeniem, bez uwzględniania potrzeb, granic oraz cierpienia osób, których dotykają nasze wybory, nie jest jeszcze wolnością świadomą. To, że medytujemy, posługujemy się językiem współczucia i postrzegamy swoją drogę jako duchową, nie chroni bowiem innych ludzi przed skutkami naszych czynów ani nas samych przed odpowiedzialnością za wpływ, jaki wywieramy na wspólną rzeczywistość.

Duchowość może stać się uzasadnieniem egocentryzmu szczególnie wtedy, gdy każdą próbę zwrócenia nam uwagi traktujemy jako wyraz niezrozumienia naszej drogi, przywiązania drugiej osoby albo jej potrzeby kontrolowania tego, co z definicji powinno pozostać wolne. W imię autentyczności, podążania za energią, słuchania intuicji czy pozostawania w zgodzie ze sobą możemy wówczas unikać zobowiązań, wycofywać się z relacji bez przyjęcia odpowiedzialności za sposób, w jaki to robimy, albo oczekiwać, że inni zaakceptują konsekwencje naszych decyzji, ponieważ sprzeciw wobec nich miałby świadczyć o niższym poziomie świadomości. Paradoksalnie praktyka przedstawiana jako przekraczanie ego może w ten sposób wzmacniać jego najbardziej indywidualistyczną postać, w której własne doświadczenie staje się jedynym punktem odniesienia, a podmiotowość pozostałych osób zostaje odsunięta na dalszy plan.

Medytacja nie powinna więc tworzyć enklawy odciętej od świata, w której doświadczana przez nas cisza staje się ważniejsza od życia czujących istot pozostających w zasięgu naszego oddziaływania. Jeżeli praktyka rzeczywiście pogłębia świadomość współzależności, powinna zwiększać także zdolność dostrzegania, że nie funkcjonujemy poza relacjami, a wewnętrzna przemiana znajduje swój najbardziej wiarygodny wyraz nie w składanych deklaracjach ani w intensywności doświadczeń medytacyjnych, lecz w jakości naszej obecności, gotowości do uznania własnego wpływu oraz sposobie, w jaki odpowiadamy na potrzeby i granice innych. Duchowość nie uwalnia nas od odpowiedzialnego uczestniczenia w rzeczywistości, lecz może uczynić tę odpowiedzialność bardziej świadomą, obejmującą nie tylko własne intencje, ale również realne skutki naszych działań.

Nie każda ulga jest ucieczką

Rozpoznawanie duchowego bypassingu wymaga ostrożności, ponieważ nie każda medytacja, której bezpośrednim celem jest uspokojenie emocji, zmniejszenie napięcia czy chwilowe odsunięcie uwagi od problemu, staje się przez to formą unikania. Obserwuję, że granica pomiędzy potrzebną chwilą wytchnienia a utrwalonym unikaniem bywa przy tym bardzo subtelna i nie zawsze daje się rozpoznać na podstawie samego celu praktyki. Człowiek nie zawsze dysponuje wystarczającymi zasobami, aby pozostawać w bezpośrednim kontakcie z całym ciężarem własnego doświadczenia, dlatego możliwość zatrzymania się, odpoczynku od natłoku myśli i obniżenia intensywności przeżywanych emocji może być niezbędnym elementem regulacji, pozwalającym odzyskać poczucie bezpieczeństwa oraz stopniowo przygotować się do zmierzenia z tym, co w danej chwili okazuje się zbyt trudne. Dystans nie musi więc oznaczać odcięcia, podobnie jak poszukiwanie spokoju nie musi świadczyć o niechęci do poznania prawdy, jeżeli po okresie wyciszenia potrafimy powrócić do swojego doświadczenia z większą gotowością do jego przyjęcia i zrozumienia.

O ucieczce w duchowość warto mówić raczej wtedy, gdy chwilowa ulga przestaje być etapem umożliwiającym późniejszy powrót do rzeczywistości, a staje się utrwalonym sposobem niedopuszczania jej do siebie. Ta sama praktyka może zatem w jednym momencie pomagać człowiekowi regulować emocje i poszerzać zdolność do pozostawania z nimi, a w innym podtrzymywać unikanie — szczególnie jeśli każdemu pojawieniu się bólu, niepokoju czy konfliktu odpowiada natychmiastowa próba odzyskania wewnętrznej ciszy.

Granicy tej nie da się wyznaczyć wyłącznie na podstawie rodzaju praktyki ani doświadczeń pojawiających się w jej trakcie — staje się ona wyraźniejsza dopiero wówczas, gdy przyglądamy się temu, czy medytacja ostatecznie zwiększa naszą zdolność do kontaktu, podejmowania działania i uczestniczenia w życiu, czy też pomaga nam coraz skuteczniej pozostawać poza tym, co wymaga przeżycia, decyzji albo zmiany.

Medytacja jako praktyka powrotu do rzeczywistości

Medytacja, która nie służy ucieczce, nie prowadzi do stworzenia alternatywnego świata pozbawionego cierpienia, konfliktu i niepewności, lecz pozwala powracać do rzeczywistości z coraz większą zdolnością dostrzegania jej taką, jaka jest — bez konieczności natychmiastowego odrzucania tego, co nieprzyjemne, ani przekształcania każdego doświadczenia w opowieść o harmonii, rozwoju i wyższym znaczeniu. Praktyka może przynosić ciszę, ulgę czy poczucie wewnętrznej przestrzeni, jednak jej wartość nie kończy się w chwili osiągnięcia określonego stanu — ujawnia się przede wszystkim w tym, czy dzięki niej potrafimy pełniej rozpoznawać własne emocje, potrzeby i granice, pozostawać w kontakcie z innymi ludźmi również wtedy, gdy relacja staje się wymagająca, oraz podejmować działania odpowiadające temu, co rzeczywiście się wydarza.

Zdrowa praktyka duchowa nie wymaga usunięcia tych części doświadczenia, które zakłócają wyobrażenie spokoju, lecz rozwija możliwość pomieszczenia ich bez całkowitego utożsamienia się z nimi i bez odbierania im znaczenia. Pozwala zauważyć złość, nie czyniąc z niej ani bezwzględnego nakazu działania, ani nieduchowej przeszkody, którą należy jak najszybciej przekroczyć; pozwala doświadczyć lęku, nie podporządkowując mu całego życia, ale również nie ignorując informacji, którą może ze sobą nieść. Pozwala wreszcie przyjąć cierpienie jako część ludzkiego doświadczenia, nie uznając jednocześnie, że każde cierpienie należy biernie zaakceptować i pozostawić bez odpowiedzi. Medytacja może w ten sposób poszerzać zakres naszej wolności, ponieważ pomiędzy pojawiającym się doświadczeniem a podejmowaną reakcją tworzy przestrzeń, w której możliwe staje się bardziej świadome rozpoznanie tego, czego dana sytuacja od nas wymaga.

Ostatecznym sprawdzianem praktyki nie musi być więc głębokość osiąganej ciszy ani intensywność duchowych doświadczeń, lecz sposób, w jaki wracamy z nimi do zwyczajnego życia — do relacji, decyzji, zobowiązań, własnych ograniczeń oraz odpowiedzialności wobec świata, którego pozostajemy częścią. Medytacja pomaga spotkać się ze sobą wtedy, gdy nie zamyka nas we własnym wnętrzu, lecz pozwala uczestniczyć w rzeczywistości z większą uważnością, uczciwością i gotowością do działania; kiedy nie obiecuje uwolnienia od tego, co ludzkie, lecz uczy pozostawać bliżej życia również w tych momentach, w których nie jest ono spokojne, harmonijne ani zgodne z naszymi wyobrażeniami. Najważniejszym wyznacznikiem nie jest zatem czy dzięki medytacji czujemy się lepiej, lecz: czy dzięki temu, w jaki sposób praktykujemy potrafimy pełniej widzieć, czuć i odpowiadać na to, co naprawdę się wydarza.

O autorce

Nazywam się Kinga Antończyk. Jestem psychologiem, nauczycielką jogi oraz szkoleniowcem, a w swojej pracy łączę perspektywę psychologiczną z wieloletnim doświadczeniem praktyk medytacyjnych oraz pracy z ciałem. Jeżeli poruszane w tym artykule zagadnienia są Ci bliskie i chcesz przyjrzeć się im w bardziej indywidualny sposób, prowadzę konsultacje psychologiczne online oraz stacjonarnie w Warszawie. Więcej informacji o mojej pracy znajdziesz na stronie Shanti Therapy Center.

Autor zdjęcia: Anna Antoshko

Brak głosów
Please wait...

Wspieraj misję

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie pomocny lub doświadczyłaś/eś korzyści płynących z masażu w swoim życiu, rozważ przekazanie darowizny. Twoje wsparcie pomaga nam kontynuować naszą misję szerzenia dobrostanu i dzielenia się wartościową wiedzą z innymi.

Donate Now

NIe ma jeszcze komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *